poniedziałek, 10 listopada 2014

I weż tu się człowieku nie denerwuj...

Jestem wkurzona, smutno mi i źle. Jakiś taki beznadziejny ten listopad w tym roku. A przyczyna tym razem jest jedna - moi rodzice znowu zachowali na swoim poziomie. Ostatnio co chwilę robią podobne akcje, a ja już chyba nabawiłam się przez to nerwicy, bo wszystko mi się w środku trzęsie. Ale od początku...
Jakiś czas temu, będąc u nich, zgadaliśmy się na temat spacerówek, wspomniałam, że musimy rozejrzeć się za czymś, bo niedługo będziemy musieli zmienić Juniorową furę na bardziej dorosłą - ale nie parsolkę, bo tego za nic w świecie nie chcę - pokazałam nawet zdjęcia modeli, które chodzą mi po głowie. Ot taka zwykła luźna gadka. W sobotę telefon - przyjedźcie na obiad, mamy dla Juniora niespodziankę. Nieświadomi pojechaliśmy, wchodzimy do domu, a tam na środku stoi spacerówka - oczywiście parasolka. Myślałam, że wybuchnę, para chyba uszami mi szła, ale nic nie powiedziałam. Zaczęli zachwalać ten wózek, jaki to on super jest i w ogóle najwyższa półka (bo tak im w sklepie powiedzieli). Widzieli moje niezadowolenie i ojciec coś tam stwierdził do Juniora "Ooo Twoja mama jest niezadowolona z wózka". Ja powiedziałam tylko krótko, że owszem, bo takie modele mi się nie podobają i ja nie chciałam takiego czegoś. No i temat się skończył. Atmosfera przez całą wizytę była średnia, jak zbieraliśmy się do wyjścia, ubraliśmy z Mężem Juniora, a moi rodzice zaczęli pakować Go do tej pieprzonej parasolki. Nie wytrzymałam... Powiedziałam, żeby Go nie wsadzali, bo ja nie będę jeździć tym wózkiem, bo mi się nie podoba, nie chciałam takiego i sama sobie wybiorę taki, jaki będzie nam odpowiadał. Oczywiście pożegnał nas foch jaka to ja niewdzięczna jestem, że w takim razie do sklepu go oddadzą, bo ja im łaski robić nie będę, że go wezmę i że inny marzyliby o TAKIM SUPER wózku itd. W samochodzie nerwy mi puściły i poryczałam się jak bóbr. Mężu mnie pocieszał, że dobrze zrobiłam, że dobrze powiedziałam itp. W domu miałam już taką chwilę, że stwierdziłam, że ciul powiem, żeby zostawili ten wózek, że może się przyzwyczaję, ale ostatecznie się otrząsnęłam i powiedziałam sobie, że nie. Nie będę się wiecznie dostosowywać do ich widzimisię. To jest zakup, który wypadałoby skonsultować, zapytać czy chcemy taki model, przegadać temat, a nie na łapu capu kupować i wciskać komuś na siłę. Efekt jest taki, że oni są wielce obrażeni i mają focha na cały świat, ja jestem i wkurzona, i smutna, i zdołowana i jeszcze wiele innych określeń mogłabym przytoczyć, a Mężu z Juniorem starają się jakoś zająć moją uwagę, ale kiepsko im idzie, bo co spojrzę na nasz wózek, to cała sprawa do mnie wraca.
Ja nie wiem, może ja faktycznie jakaś dziwna jestem?

34 komentarze:

  1. Zapewniam Cię, że nie jesteś dziwna :) Też bym się wkurzyła i masz rację, że taki zakup powinni z Wami przedyskutować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przede wszystkim powinni to przedyskutowac z nami

      Usuń
  2. Też bym się zdenerwowała, ale z drugiej strony próbowałabym zrozumieć rodziców - chcieli po prostu zrobić niespodziankę i Wam przyjemność i przysługę. Powiedziałabym wprost, że wprawdzie nie jest to wózek o jakim myślałam, ale dziękuję za ich troskę i pamięć. Wzięłabym go, a jak bardzo by mi się nie podobał, to bym go oddała/sprzedała i kupiła sobie inny. Tyle ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiem tak - jeszcze jakis czas temu postapilabym dokladnie tak, jak napisalas, ot chociazby dla swietego spokoju. Ale... takie sytuacje z ich strony zdarzaja sie coraz czesciej i jak dla mnie zdecydowanie zbyt czesto. Oni wtedy zachowuja sie tak, ze tylko ich zdanie jest sluszne, a nasze argumenty kompletnie do nich nie docieraja. Niestety, ale nie mozna nikogo uszczesliwiac na sile. Gdybysmy na ten temat nie rozmawiali i gdybym jasno nie powiedziala, ze nie chce takiego czegos, pomyslalabym ok, trudno, nie dogadalismy sie, ale jasno i wprost powiedzialam co chce kupic, a czego absolutnie nie. Jasne, pewnie chcieli dobrze, ale nie tedy droga, bo powinni najpierw zapytac. Poza tym bardzo sie zdenerwowalam, a to tylko ulatwilo mi powiedzenie tego, co i tak probowalam przemilczec.

      Usuń
  3. O rany, piękny numer ;) Co prawda sama zareagowałabym tak, jak Ida, ale obawiam się, że to nie ten gatunek ludzi, bo sama mam podobnych w rodzinie - zaraz Ci maila napiszę to się przekonasz, że nie macie aż tak najgorzej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, nie napiszę, bo nie mam adresu :p

      Usuń
    2. tak, jak napisalam wyzej, gdyby to sie zdarzalo sporadycznie tez bym tak zareagowala, ale takie sytuacje sa coraz czestsze i moje nerwy juz zwyczajnie puscily.

      Usuń
  4. Absolutnie dziwna nie jesteś! Zachowałabym się identycznie! No co za... wrrrrr. Jak tak można komuś wciskać coś na siłę? Tylko że ja w przeciwieństwie do Ciebie nie myślałabym o tym, nie denerwowała, ani nie smuciła się przez to. Wózek to nie jest jakaś zabawka... to rzecz, którą użytkujesz codziennie, która ma być wygodna i odpowiadać zarówno Tobie, jak i dziecku... Rodzice powinni to zrozumieć, a jeśli nie potrafią, to ich problem. Ty się tym nie obwiniaj i raz dwa proszę mi się uśmiechnąć! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokladnie o to mi chodzilo. To rzecz, ktora bedziemy uzytkowac jeszcze dlugo i ma nam wszystkim odpowiadac.
      Ja juz taka jestem, ze po takich sytuacjach chodze struta dosc dlugo bez wzgledu na to czy czuje sie winna czy nie.

      Usuń
  5. Powiem szczerze, że ja nie miałabym odwagi, by powiedziec rodzicom co tak naprawdę myślę, akurat w takiej sytuacji. Raczej myslałabym o tym, ze chcieli dobrze, chcieli zrobić niespodziankę. A że się nie udało - coz. Nie mniej jednak byłabym megazła, wiec nie dziwie się twojej reakcji.
    Wziąć wozek a potem go odsprzedać? Mnie zawsze mowiono, ze prezentow sie nie sprzedaje ani nie oddaje. Mogłaś zapytać, czy mają możliwość oddania i wybrania czegoś innego ;) ale wiem, łatwo sie mowi po wszystkim i z boku ...tez bym byla wkurzona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze do niedawna tez nie mialabym odwagi, ale jak sie ma miekkie serce, to trzeba miec twarda d***, a ja juz nie raz sie na tym przejechalam i odkad mam dziecko staram sie walczyc o swoje racje.
      Ja wiem, ze chcieli dobrze, ale tak jak napisala Kasia - wozek to powazny zakup, ktory przede wszystkim nalezaloby skonsultowac z najbardziej zainteresowanymi. Ja poczatkowo nic nie mowilam, powiedzialam tylko, ze ja nie taki mialam zamiar kupic, bo takich nie lubie, Wtedy wystarczylo stwierdzenie z ich strony "Ok, spoko, wymienimy na inny", ale zaczelo sie wciskanie go na sile, bo im sie podoba, to nam tez musi i wybuchnelam

      Usuń
  6. Ja cieszyłabym się z prezentu. Rodzice chcieli zrobić wam przyjemność i niespodziankę. Piszesz, że chcieli wam wcisnąć na siłę - brzmi to tak, jakby wózek był używany, w złym stanie technicznym a przecież wózek jest nowy. A poza tym powiedzieli, że mogą oddać. Jestem przekonana, że dziadkowie chcieli dla was dobrze. Gorzej byłoby gdyby nie interesowali się wnukiem ani nic mu nie kupowali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie do konca zrozumialas - owszem, moze i chcieli zrobic przyjemnosc i pewnie chcieli dobrze, ale to, ze moga oddac bylo w formie wyrzutu a nie spokojnego stwierdzenia na zasadzie "nie ma problemu". To, ze cos jest nowe i nieuzywane nie oznacza, ze bede skakac z tego powodu pod sufit zwlaszcza, ze dla mnie jest kompletnie niepraktyczne, a to przeciez ja tym bede jezdzic. Ja wole sobie kupic sama to, co bedzie mi odpowiadac najbardziej. A ja od nikogo nie oczekuje kupowania Juniorowi prezentow na kazdym kroku, a tym bardziej takich prezentow, bo to jest powazny zakup, ktory moim zdaniem wymaga wczesniejszego uzgodnienia, chce tylko zdrowego podejscia do tematu.

      Usuń
    2. Myślę, że powinnaś się cieszyć a nie narzekać, że masz troskliwych, opiekuńczych dziadków (i tu nie mam wcale na myśli prezentów). Że Junior nie jest sam. Nie każdy ma takich dziadków.

      Usuń
    3. Widzisz Magda punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Dla Ciebie to moze super sprawa, ze kupuja, interesuja sie itp. Nie przecze, bo tak jest i dobrze miec takich Dziadkow , ale sa przypadki, gdy chec uszczesliwiania kogos na sile i nadgorliwosc sa gorsze od faszyzmu.

      Usuń
  7. Twoi rodzice zapewne wychowywali dzieci w czasach, gdy nikt nie przebierał w modelach, tylko kupował co było i cieszył się z tego. Myślę, że brakło Wam spokojnej rozmowy i wzajemnego zrozunienia. Skoro takie sytuacje zdarzają się często, to można się spodziewać, że wkrótce znów to nastąpi, warto więc wcześniej podjąć rozmowę w tym temacie i wytłumaczyć swój punkt widzenia.
    Ja proponuję za jakiś czas, jak emocje opadną, przeprosić rodziców za sposób w jaki wyraziłaś swoje zdanie i na spokojnie wytłumaczyć jakie masz oczekiwania w kwestii prezentów, doceniając przy tym dobre intencje dziadków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda zabraklo spokojnej rozmowy. Choc moze nie do konca, bo spokojna rozmowa na ten temat byla pierwszy raz przed faktem, a drugi raz jak przyszlismy. Ja bardzo spokojnie powiedzialam, ze to nie jest to czego szukam dla Juniora, bo takie modele mi sie nie podobaja z wielu powodow. Nie wytrzymalam dopiero przy wyjsciu, kiedy zaczeli nam go wciskac na sile. Byc moze za bardzo sie unioslam, ale bylam tym wkurzona, a z ich strony wystarczyloby zwykle "ok wymienimy na inny" nie wspominajac juz o zwyklym telefonie przed zakupem.
      Czas pokaze co bedzie jak emocje opadna.

      Usuń
  8. Moim zdaniem dobrze postąpiłaś, rodzice faktycznie wcześniej powinni skonsultować zakup wózka z tobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie, ze rozumiesz sedno calej sprawy

      Usuń
  9. Choć nie jestem matką, choć nie mam dziecka, ani dzieci w najbliższym otoczeniu, to parasolki również mi się nie podobają, poza tym - dla dziecka to chyba też średnio komfortowa bryka. Dobrze zrobiłaś. Powiedziałaś nawet w rozmowie, na jakim wózku Ci zależy i nawet pokazałaś przykładowe modele, więc... po co kupili coś zupełnie nie w twoim stylu. Mogli zaproponować dołożenie się do wózka, tudzież zapytać was o zdanie, to wy jesteście rodzicami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokladnie, to jest glowny powod oprocz tych wizualnych i uzytkowych, dla ktorego nie chce parasolki. Dziecko siedzi w nim cale pokrzywione i moim zdaniem to srednio wygodna pozycja.
      Ciesze sie, ze rozumiesz cale sedno sprawy :)

      Usuń
  10. Odważna jesteś ! :D Ja bym pewnie udawała zadowoloną a w domu kupiła sobie drugi a ten po kilku miesiącach oddała komuś :P
    Rodzice tacy już są :) Moja uważa, że kupi dla wnuka/wnuczki czołg zamiast wózka bo dawniej w takim jeździli i nie warto na rok innego kupować :P i też nie przegadam, że jak już to sobie kupie 3w1 na początek ale gdzie?! za 1000 minimum ?! oszalalam! i pewnie zrobi swoje :P podziękuje, kupie drugi a czołg dostanie ktoś kto potrzebuje czegokolwiek byle czyste i jeżdżące ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odważna? Może raczej asertywna. :)

      Usuń
    2. KaSiA - widzisz, stwierdzenie "rodzice tacy sa" nie do konca zalatwia sprawe, zobaczysz sama jak bedziesz miala dziecko :) To nie chodzi o to, ze kupuja, bo fajnie, bardzo sie z tego ciesze, ale jednak taka rzecz jak wozek to powazny zakup, na ktory chcialabym jednak miec decydujacy wplyw
      Usmiechniete mysli - dokladnie :)

      Usuń
  11. Dlugo sie zastanawialam jak skomentowac ten post i czy go wogole komentowac... Wedlug mnie postapilas niesprawiedliwie bo rodzice nie chcieli Wam zrobic przykrosci tylko przyjemnosc, a napewno nie dazyli do tego zeby Ciebie wkurzyc.
    Pamietam jak w zeszlej zimy marudzilam, ze jak tylko przyjda mi pieniadze na konto to kupie Pieknemu kombinezon, w oczach wyobrazni widzialam moj idealny kroj, kolor, futerko i wszystko. Mama kupila mi kombinezon na bazarku, totalnie mi sie nie podobal, byl paskudny i zupelnie nie w moim guscie, dalam jej to delikatnie do zrozumienia ale cieszylam sie, ze zrobila to Z WLASNEJ INICJATYWY i NIE MUSIALAM JEJ O TO PROSIC. I Miku w nim chodzil. Tak samo bylo z wozkiem, ogladalysmy wozki, mialam kilka moich faworytow, a mama kupila zupelnie inny, za przeproszeniem gowno, ktorym nie znosze chodzic na spacery, skrzypia mu kola ogolnie masakra, a i tak jestem wdzieczna bo to byla niespodzianka dla mnie, dla mojego syna. Sory, ale nie zrozumiem tego nigdy. Moglas to zrobic delikatniej, poprosic o rachunek i poprostu go wymienic na cos innego ale podziekowac za to. Mi na miejscu Twoich rodzicow byloby bardzo przykro. BARDZO BARDZO przykro. Takie jest moje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja myślę bardzo podobnie, jak A.

      Usuń
    2. no wiec tak dziewczyny, ja nie powiedzialam, ze nie jestem wdzieczna za to, ze postanowili w ogole wozek kupic, doskonale wiem, ze chcieli dobrze i co do tego nie ma zadnej dyskucji.Ciesze sie, ze sie wnukiem interesuja, kupuja mu rozne rzeczy, w tym takze ubranka. Ale... wozek to rzecz, ktora bedziemy uzytkowac pewnie jeszcze jakies 2 lata, to nie jest zabawka, ktora w razie czego mozna odlozyc w kat, ma byc komfortowy zarowno dla Juniora, jak i dla nas. Mamy upatrzony model, ktory zamierzamy kupic. Gdybym wczesniej o tym nie wspominala, gdybym nie pokazywala zdjec, teraz pewnie przyjelabym ten wozek i po sprawie. Moim zdaniem rodzice powinni najpierw zapytac zanim kupili i taka jest prawda.

      Usuń
  12. Pewnie sama bym się zdenerwowała, ale raczej delikatniej powiedziałabym o co mi chodzi, że to nie jest ten model, który się mi/nam podoba i będzie Ci się źle prowadził i jeśli możesz to wymienisz na inny model - po prostu. Rodzice nie chcieli źle, mało kiedy słysze, by dziadkowie kupowali takie prezenty ;) a jesli ten Ci się nie podobał, mogłaś kupić drugi i nie byłoby tematu ;) jeśli ktoś kupi Ci prezent i Ci się nie podoba to komentujesz to głośno? Ja zachowuję to dla siebie,a później już robię z nim co chcę ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wiem, ze nie chcieli zle, co do tego nie mam watpliwosci, ale moim zdaniem przed tego typu zakupem powinni zapytac najpierw nas o zdanie i taka jest prawda.

      Usuń
  13. Rodzice często chcą nas uszczęśliwiać na siłę. Próbują kierować naszymi decyzjami, planami na przyszłość a chyba sami nie chcieliby żeby ktoś decydował za nim. Ja Cię rozumiem sama pewnie dostała bym gorączki ale może następnym razem tego nie zrobią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooooo i to jest wlasnie komentarz, ktory podsumowuje cala sprawe idealnie. Dokladnie o to mi chodzilo. Bardzo sie ciesze, ze to rozumiesz :))

      Usuń
  14. Czasami mysle Kfiatushku ze Ty jestes po prostu moja kopia :) Sama dlugo dorastalam dotego zeby byc bardziej wlasnie w stosunku do moich rodziców, a w szczegolnosci mojego ojca, ktory zawsze chcial miec wplyw na kazda moja decyzje. Wrecz te decyzje mi narzucal, zeby nie powiedziec wymuszal. A jak chcialam zrobic cos po swojemu to po prostu zaraz sie darl. Kiedys ten krzyk bardzo skutecznie na mnie dzialal, kulilam sie w sobie, natychmiast plakalam i prawie zawsze robilam jak On chcial. I najbardziej mnie w tym wszystkich bolalo, ze On widzac moje lzy i strach nigdy nie przeprosil, nigdy nie powiedzal, ze moze przesadzil. Wszystko i zawsze wymuszal i uwielbial jak bylo po jego mysli. Z biegiem lat- w szczegolnosci id kiedy poznalam Fabia, ktory jest niesamowicie asertywna osoba zaczelam sie tej asertywnosci i odwagi w wypowiedzi wlasnego zdania uczyc. Teraz wiem, ze czasami zbyt ostro reaguje, ze zbyt czesto fukam i po prostu nie pozwalam za zadne narzucanie mi swojego widzimisie, a juz w szczegolnosci jezeli dotyczy to mojego dziecka. I wiem, ze pewnie rodzice chcieli Wam zrobic niespodzianke, to jednak nie kupili mu bluzeczki, tylko bardzo istotna rzecz jaka jest WÓZEK, ktorym bedzie jezdzic Twoje dziecko i dlatego ma byc wygodny, praktyczny, zdrowy.. nie chcialas parasolki, wyraznie im to mowilas kilka dni wczesniej. Jednak oni oczywiscie zupelnie nie wzieli pod uwage twoich predyspozyzji, mysleli tylko o jednym, zeby kupic spacerówke. I wtedy wlasnie zaczyna sie dramat, bo oni CHCIELI POMÓc.. i po co niby Ty jestes zla?! Ano wlasnie dlatego, ze to nie kurteczka z ktorej dziecko wyrosnie za kilka tygodni.. to nie zabawka, ktora nie musi sie bawic.. to jest wozek ktorego jeszcze dlugo bedziesz uzywac i zazwyczaj takie duze zakupy konsultuje sie po prostu z rodzicami. Skoro chcieli byc tacy troskliwi to mogli powiedziec, ze pokryja koszty tego zakupu, ze pojada z Toba, Ty wybierzesz dany model a oni po prostu zaplaca. Ale nie, najwazniejsze z ich putktu widzenia bylo po prostu szybko jechac, kupil byle co ( i to pewnie jeszcze za super cene, co niestety w tym przypadku w oole ni idzie w parze z jakoscia) i zrobic wielkie tadaaaammm.. a jak zobaczyli Twoja niezadowolona mine to po prostu ofukac, ze jestes niewdzieczna.

    Moim zdanie zrobilas zgodnie ze soba i to najwazniejsze. I mnie zawsze po takiej akcji przychodza mysli, ze postapilam za ostro, ze nie podziekowalam. ale wtedy zaraz mysle, ze nie bez przyczyny taka jestem, ze to lata wymuszania na mnie podejmowania ICH decyzji (glowni mowie tu o ojcu). Teraz czasami nawet pewnie zbyt bardzo sie stawiam, ale chce zeby w koncu zrozumial, ze ja podejmuje wlasne decyzje tak jak On cale zycie podejmowal wlasne i nie pozwala, zeby ktokolwiek mu dyktowal warunki.

    I zawsze przychodzi do mnie chwila smutku, ze to jednak moi rodzice, ze chca dobrze, ze pewnie przesadzilam.. Ale to normalne, ze taki chwile przychodza bo ich przeciez kchamy jako rodzicow, ale to, ze mamy swoje zdanie nie ma nic wspolnego z tym, ze ich kochamy, ze nie chcemy zeby stala im sie krzywda, ze zawsze pomozemy w razie potrzeby.

    Ale niestety nie damy sobie wejsc na glowe. Bo nigdy nie mozna byc szczesliwym robiac tak jak ktos tego oczekuje, nie bedac w zgodzie z wlasnymi potrzebami.

    Ja osobiscie uwazam, ze bardzo dobrze zrobilas ze wyrazilas swoje zdanie, nawet jezeli bylo to nerwowe. To tez Ciebie kosztowalo duzo nerwow, sama napisalas ze sie poplakalas. ciekawe czy w tym wszystkim oni choc przez chwile pomysleli, ze po prostu NA SILE chcieli Cie uszczesliwic a to nigdy nie jest dober rozwiazanie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Kinia, Ty mi Kochana chyba w głowie siedzisz. Napisalaś dokładnie to, o co mi w tym wszystkim chodziło. Słowo w słowo. Wydaje mi się, że dzieciństwo miałyśmy baaardzo podobne, z tą tylko różnicą, że Ty masz siostrę, a ja nie :) ale właśnie to, co przeszłyśmy ukształtowało to, jakie jesteśmy teraz. Mnie też dopiero Mężu postawił do pionu i nauczył walczyć o swoje. I chyba sprawdza się u nas zasada - co Cię nie zabije, to Cię wzmocni. I nas chyba wzmocniło. I to bardzo :)

      Usuń