czwartek, 11 lipca 2013

Sportowo

Ostatnio w TV co weekend można oglądać mecze Ligi Światowej siatkówki. Każdy oglądam z zapartym tchem jednocześnie bardzo żałując, że w tym roku nie jest mi dane tam być i kibicować na żywo. I pomyśleć, że kiedyś nie cierpiałam siatkówki :) Skutecznie zraziła mnie do niej nasza nauczycielka z podstawówki, która nie dość, że ciągle nas nią męczyła (na zmianę z bieganiem na profesjonalnym stadionie przy naszej szkole) i nie przyjmowała do wiadomości faktu, że nie wszyscy mogą być orłami w każdej dyscyplinie.I właśnie przez nią przez wiele lat sam dźwięk słowa "siatkówka" działał na mnie jak płachta na byka. Ale nadszedł taki dzień, że moje nastawienie zmieniło się o 180 stopni, dzięki mojemu kuzynowi - zapalonemu kibicowi siatkówki. Miałam wtedy chyba z 15 lat, a Dawid od zawsze był i nadal jest zapalonym kibicem. Zmusił mnie wtedy do obejrzenia z nim meczu od początku do końca i tak się wciągnęłam, że zostało mi tak do dziś. Najpierw szalałam przed telewizorem, a po jakimś czasie zaczęłam jeździć na mecze, początkowo z kuzynem i jego dziewczyną, później dołączył do nas Mężu i tak przez wiele lat MUSIELIŚMY zaliczyć przynajmniej jeden mecz reprezentacji. Wracaliśmy zawsze pełni wrażeń, a ja dodatkowo ze zdartym gardłem. W tym roku niestety nie mogliśmy jechać, raz ze względu na fakt, że kasę wolimy przeznaczyć na nasze gniazdko, a dwa ze względu na moją ciążę (a patrząc na to, co wyprawiam na meczach, nasz Synek mógłby się urodzić na trybunach :P). Pilnie śledziłam wszystko w TV i stwierdziłam, że to jednak nie to samo. Niby emocje podobne, ale brakuje mi strasznie całego tego huku, trąbienia, krzyku, muzyki.... całej otoczki. TV nie jest w stanie oddać tego, co dzieje się na takim meczu. Emocje i cała atmosfera naprawdę porywa człowieka całkowicie. Szkoda, że śledząc wszystko przed telewizorem słychać tylko brzęczenie :) Ale to nic, kiedyś sobie wszystko odbijemy, a później może dołączy do nas Synek i stanie się równie zapalonym kibicem, co jego rodzice :) Oczywiście nic na siłę, tylko jeśli będzie chciał :)

12 komentarzy:

  1. Ja też oglądałam każdy mecz, a siatkówka to jeden z moich ulubionych sportów i bardzo żałuje, że nie poszłam w tym kierunku.
    To fakt, w tv nie ma tej atmosfery co na trybunach, dlatego Ja staram się być osobiście na meczach, czy to koszykówka, czy to siatkówka, czy żużel :)

    Kto wie, może Wasz synek też pójdzie w kierunku sportu? Przyszłość pokaże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokladnie, na zywo to zupelnie cos innego :)
      Jesli tylko Synek bedzie tego chcial, to nie widze przeszkod. Ale nic na sile. To musi byc Jego wybor, nie nasz :)

      Usuń
    2. To prawda :)
      a tak w ogóle jak się czujesz?

      Usuń
    3. bardzo dobrze, choc pewne czynnosci, jak chocby zwykle schylanie, przychodza mi z coraz wiekszym trudem, ale nie moge i nie bede narzekac :)

      Usuń
  2. Ja mam te same odczucia, chociaż ja do dziś nienawidzę siatkówki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w sumie grac nie cierpie do dzis, ale kibicowanie to juz zupelnie inna bajka ;)

      Usuń
  3. Nie lubię siatkówki, może dlatego, że nigdy mi nie wychodziła ta gra:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tez wlasnie z tego powodu nie lubilam siatkowki. Do czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja byłam w piątek w Katowicach - emocje niesamowite :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w Katowicach atmosfera jest wyjatkowa :)

      Usuń
  6. W szkole lubiałam grać w siatkówkę ;-)
    ale oglądać na TV nie lubię ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to ja odwrotnie :)

      Usuń