czwartek, 25 września 2014

Dziesięć rzeczy, które sprawiają, że jestem szczęśliwa

Do napisania tego postu zainspirowała mnie Karolinka, za co BARDZO Ci dziękuję kochana. Piszę go nie tylko dlatego, że podoba mi się tematyka, ale chociażby dla samej siebie, żeby móc wrócić do niego w trudniejszych chwilach (o jakich przykładowo pisałam kilka postów temu), docenić to co mam i nie przejmować się tym, na co nie mam wpływu.

Jeden - po pierwsze i zdecydowanie najważniejsze to:moje Chłopaki :) (choć oczywiście do rzeczy ich nie zaliczam :P). Jestem szczęśliwa, że mam ich przy sobie, że są, że widzę ich kiedy się budzę i kiedy zasypiam. Kiedy Ten Mniejszy wtula się we mnie całym sobą, kiedy tak mądrze patrzy swoimi wielkimi niebieskimi oczkami, kiedy Jego buzia rozjaśnia się w uśmiechu na mój widok, a Jego usteczka tak pięknie mówią "Mama" :) I kiedy Ten Większy mnie przytula i mówi, że nas kocha, za to, że wspiera, rozśmiesza, pomaga, że zwyczajnie jest :)
 I Ten Kudłaty też :) za to, że jest taki mądry, kochany, wierny, a jednocześnie tak pozytywnie szurnięty (jak jego właściciele :P),a do tego tak zakochany w swoim najmłodszym Panu :)

Dwa - po drugie:nasz dom. Jest poniekąd spełnieniem naszych marzeń, zawsze pragnęliśmy mieć swój własny kawałek podłogi i choć czasem było naprawdę ciężko, udało się. I dzięki temu wiemy, że marzenia się spełniają. Czasem trzeba im tylko troszkę pomóc :)

Trzy - po trzecie: poranna kawa i coś słodkiego :) Uwielbiam rano, w sumie to może bliżej południa napić się pysznej kawy. Zwykłej rozpuszczalnej (najlepiej zielonego jacobsa) albo z ekspresu, bez żadnej pianki (bo przypomina mi bitą śmietanę :P jak już piję kawę z pianką, to piankę zawsze muszę dokladnie rozmieszać w kawie albo oddaję ją Mężowi, żeby mi pianę "wysiorbał" :P - nie lubię takich puchów i już). Do kawy obowiązkowo coś słodkiego, najlepiej sernik, albo murzynek, albo takie kruche ciastka ze słonecznikiem na wierzchu. Mniam :)

Cztery - po czwarte: jak to pięknie i malowniczo ujęła Karolina (pożyczę to od Ciebie kochana, ok?) dzień dresa :))) Kiedy nic nie muszę, mogę poleniuchować z dobrą książką albo kubkiem gorącej herbatki, kiedy idziemy całą naszą małą rodziną na długi spacer, bo od kiedy mamy Juniora, a później jeszcze psa, długie spacery są naszym odpoczynkiem :)

Pięć - po piąte: morze. Choć mamy do niego prawie 500km, choć widzimy je maksymalnie raz w roku, to wtedy czujemy, że żyjemy. Tylko nad morzem potrafimy odetchnąć pełną piersią i zawsze dziwimy się, że mamy takie pojemne płuca, bo tylko nad morzem powietrze tak pięknie do nich wchodzi.

Sześć - po szóste: dobre jedzenie. Polskie pierogi, włoskie makarony i pizze, chińskie specjały, japońskie sushi... wszystko, no... może prawie wszystko :P I nie mam tu na myśli samego jedzenia, ale i gotowanie. Uwielbiam gotować, piec, eksperymentować na żywym organizmie, bo Mężu jest moim testerem i póki co - żyje :) Kiedy byłam młodsza nie cierpiałam robić nic w kuchni, bo wiecznie ktoś mnie pouczał, że to nie tak, to źle, tamto niedobrze i w ogóle co ja robię. A ja tego strasznie nie lubię, nie tyle krytyki, co ciągłego wtykania nosa i plątania się pod nogami. Od kiedy zamieszkałam z Mężem, baaardzo wiele się nauczyłam, podchodzę do gotowania z pasją i na luzie. Wyjdzie, to super, nie wyjdzie - trudno, spróbujemy jeszcze raz, może wtedy się uda :) A najbardziej lubię, kiedy Mężu mi coś dobrego przygotuje :) Jemu też coraz bardziej się to podoba i coraz częściej "panoszy" się w kuchni. I dobrze, nie mam nic przeciwko :)

Siedem - po siódme: rozpieszczanie samej siebie u kosmetyczki. O mamuńciu, jak ja to lubię, te wszystkie zabiegi, kremy, odżywki, masaże, zapachy... żyć nie umierać :) A już największą ekstazę przeżyłam raz, kiedy chodziłam na zabiegi odświeżające przed ślubem. Wyobraźcie sobie, że leżę ja sobie na łóżeczku z masażem (bo i takie cudeńko tam mają), na twarzy pięknie pachnąca maseczka, w tle nastrojowa muzyczka, odpływam powoli w krainę marzeń, a tu moja kosmetyczka stwierdziła, że jak i tak czekamy aż maseczka się wchłonie czy cóś, to zrobi mi masaż dłoni. Nałożyła jakiś jeszcze ładniej pachnący cieplutki peeling i heja. Łoooooo Jezusicku.... co to było za uczucie... odlot porównywalny chyba tylko z mega najlepszym seksem pod palmami... serio... :))) Chyba muszę w tym roku poprosić św. Mikołaja o bon do kosmetyczki, to fundnę sobie taką chwilę rozkoszy, a co se będę żałować ;))

Osiem - po ósme: wiosna... kiedy po długiej zimie wszystko budzi się do życia, rozwijają się listki, zaczynają kwitnąć kwiaty i robi się pięknie. Mimo, że każda pora roku ma w sobie coś magicznego, to chyba wiosna najbardziej napawa mnie optymizmem :)

Dziewięć - po dziewiąte: dobra książka. Uwielbiam usiąść sobie na kanapie z dobrą książką. A ponieważ ja książki dosłownie połykam w całości i odpływam totalnie, kiedy coś czytam, ciągle mi mało. Szkoda, że nie mam już tyle czasu na czytanie co kiedyś. Ale i tak staram się chwytać ile się da :)

Dziesięć - po dziesiąte: zdjęcia - uwielbiam robić, oglądać wspominać, zatrzymywać czas, łapać chwile i wracać do nich. Bo w każdym zdjęciu kryje się mnóstwo wspomnień i emocji, ktorych nikt nam nie odbierze :)))

Nie nominuję nikogo,, ale zachęcam Was wszystkie, bo naprawdę fajnie się na chwilę zatrzymać i głeboko zastanowić, co nam daje szćzęście, bo czasem to nie jest takie oczywiste :) Także kto chętny, do dzieła, a ja chętnie poczytam :)

14 komentarzy:

  1. Proszę :)
    No "dzień dresa" jest super! Uwielbiam i to stwierdzenie i już praktykowanie:) Świetnie, że są to tak oczywiste rzeczy, a zarazem mające tak wielką siłę, że uszczęśliwiają:) W jedzeniu też zapomniałam wspomnieć o pierogach, przecież to moje ulubione danie - zwłaszcza ruskie i ze szpinakiem:) Sama kleję na potęgę, a potem na potęgę, też jem... Tyle złej mąki, o rany :P
    Myślę, że rodzina, dom zawsze powinny być azylem. Także dobrze, że tak bardzo Cię to uszczęśliwia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtrącę się - Kochana piszesz nadal bloga?? Ja nic o tym nie wiem! Myślałam, że zniknęłaś na dobre...

      Usuń
    2. Tak, piszę - napisz na zyciowodokwadratu@gmail.com tego swojego maila na którego wysłać Ci zaproszenie. :)

      Usuń
    3. Już znalazłam maila i zaproszenie wysłałam. Ale jeśli możesz to wyślij zaproszenie do siebie na maila, którego podałam wyżej. :)

      Usuń
    4. oj tak, pierogi ruskie i ze szpinakiem to jest to, co tygryski lubia najbardziej. Ciul z mąką ;) A praktykowanie dnia dresa to juz w ogole :P

      Usuń
  2. Bardzo fajny pomysł, kradnę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kradnij, kradnij, chetnie poczytam :)

      Usuń
  3. Kiedyś spisałam sobie na kartce takie 10 "rzeczy" ciekawe gdzie ja ją mam ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poszukaj jej, czasem warto sobie to przypomniec :)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. niby proste, ale trzeba troche pomyslec i zajrzec wglab siebie

      Usuń