czwartek, 31 lipca 2014

Czy dobrze zrobiłam?

A co mi tam, po tym jak opublikowłam poprzedniego posta, napisałam kolejnego. Miałam się wstrzymać z publikacją, ale co tam, będą dwa jednego dnia. Taki mały bonus :P

Od kilku dni nie mogę przestać myśleć o pewnej sprawie. Otóż... dwa lata temu z małym haczykiem, ktoś bardzo mnie zawiódł. Emocje wzięły górę, padło o kilka słów za dużo (a może i nie za dużo, ciężko powiedzieć, padła po prostu prawda, może tak to ujmę) i od tamtej pory nie mamy ze sobą kontaktu. Ktoś to dziewczyna, więc na potrzeby posta będzie Ktosią. Wie o naszym ślubie, wie o Juniorze, ale mimo to sie nie odezwała. Kilka dni temu wstałam z dziwnym wewnętrznym uczuciem, w sumie nie wiem co czułam, ale od samego rana nie mogłam przestać myśleć o Ktosi i o tym co nas poróżniło. I tak chodziłam, myślałam, rozkminiałam, analizowałam i rozkładałam na czynniki pierwsze, aż wieczorem usiadłam i napisałam do Ktosi maila, że było minęło i że chciałabym, żeby się odezwała. Napisałam, wysłałam, a teraz nie wiem czy dobrze zrobiłam. Na razie odzewu brak. Poczekamy, zobaczymy. Ponad dwa lata temu nie myślałam, że to powiem, ale brakuje mi tej Ktosi.

"To kiedy następne?"

Tiaaa... to pytanie ostatnio słyszymy jak jakąś mantrę. Nie zawsze w takiej formie, bo czasami przybiera postać "To kiedy postaracie się o rodzeństwo dla Juniora?" albo "Juniorowi przydałaby się teraz siostrzyczka"... Zazwyczaj odpowiedź, że jednak jeszcze ze 2-3 lata poczekamy jest wystarczająca, ale czasami trafiają się przypadki bardziej nachalne, które usiłują nas przekonać, żebyśmy zachodzili w kolejną ciążę już teraz, najlepiej natychmiast. Od samego początku jesteśmy zdania, że chcemy, aby między naszymi dziećmi było około 3 lat różnicy, aby Junior był w miarę samdzielny kiedy urodzi mu się rodzeństwo (jak wyjdzie w rzeczywistości to się okaże, bo życie lubi płatać różne figle), ale takie jest nasze założenie, którego mamy zamiar się trzymać. Wiadomo, że ile ludzi, tyle opinii. Znam trochę osób, które mają dzieci rok po roku, bo albo tak chciały, albo tak wyszło i nie narzekają, a wręcz przeciwnie, ale my chcemy inaczej i przyznaję, że powoli zaczynają mi działać na nerwy pytania w stylu "Kiedy następne?" Będzie, kiedy będzie i tyle :)
A co u nas? Czas leci, Junior z każdym dniem wydaje mi się doroślejszy, coraz więcej umie i uczy się sam wstawać i chodzić za rączki :) Kombinuje jak nie wiem, i coraz lepiej mi to wychodzi :) A ostatnio powali mnie na łopatki przy kąpieli. Była u nas moja mama, Mężu coś tam robił w ogrodzie, więc babcia korzystając z okazji załapała się na kąpiel Juniora. Niuniek bawił się w wannie, w pewnej chwili rozejrzał się po łazience i mówi: "Tata nie, Baba". W sensie, ze tata go dziś nie kąpie, tylko babcia. Minęła dobra chwila, zanim pozbierałyśmy z mamą szczęki z podłogi. On ma niecałe 10 miesięcy i naprawdę nie spodziewałam się jeszcze z Jego ust tak logicznej wypowiedzi. Naprawdę dziecko nam dorasta...
A Mężu od poniedziałku jest na urlopie tacierzyńskim, więc mamy go przez 3 tygodnie w domu ;) super :)))

piątek, 18 lipca 2014

o braku relacji...?

Z moim ojcem nie dogadywałam się w zasadzie nigdy (za to z moją mamą zupełnie odwrotnie). Ma parszywy charakter i sporo sobie w życiu nagrabił u mnie i mojej mamy (do tego stopnia, że słowo "tato" przechodzi mi przez gardło z wielkim trudem), choć oczywiście, gdyby ktoś popatrzył z zewnątrz mógłby odnieść wrażenie, że to spoko gość. Pozory robią swoje. Każdy kto go zna doskonale zdaje sobie sprawę co to za ziółko, bo wielu osobom zalazł za skórę, nie tylko nam. Relacje teść-zięć też są dość oschłe. Mężu od początku próbował, starał się, ale skoro druga strona nie wyrażała chęci zawracia dobrych kontaktów, to przecież nic na siłę. Tylko w stosunku do Juniora jest w porządku i niemalże tylko z nim rozmawia, kiedy przychodzimy. No cóż bywa i tak i jakoś byśmy to przeżyli, gdyby nie to, że ostatnio włączyła mu się chęć kontroli naszego życia. Kiedy zrobicie to i to, dlaczego tak, a nie inaczej, itp. i stara sie narzucać nam swoje zdanie na każdym kroku. Chciałby, żeby każdy robił wszystko pod jego dyktando, bo "pan i władca tak zarządził". Sorry, ale tak dobrze nie będzie - od ładnych "kilku" lat jestem dorosła, mam swoją rodzinę i swoje życie i nikt, a zwłaszcza on, nie będzie mi go ustawiał po swojemu, a jego fochy nie robią już na mnie żadnego wrażenia.

Zazdroszczę wszystkim, którzy mają normalnych i fajnych ojców. Przyrzekliśmy sobie z Mężem, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby Junior miał z każdym z nas dobre relacje i żeby zaoszczędzić mu tego wszystkiego złego, którego sami w życiu doświadczyliśmy.

Przepraszam za przynudzanie, ale musiałam sobie ulżyć i się wygadać, bo nie chcę sobie szarpać nerwów u progu weekendu.

czwartek, 17 lipca 2014

Dziecię mi rośnie :)

My tu gadu gadu, a tymczasem Synek mój kochany zaczął dziesiąty miesiąc życia :) Stan na dzień dzisiejszy - waga 9300g, wzrost - i tutaj jest ciężko stwierdzić ze względu na ogromną ruchliwość - na tyle na ile udało nam się go zmierzyć wychodzi 77 cm. W każdym razie ubranka nosi w rozmiarze 80cm ;) stan uzębienia 6 szt. Dziesiąty miesiąc życia... toż to niedługo świeczkę będziemy dmuchać. Dopiero cieszyłam się swoim okrąglutkim brzuchem, dopiero trzymaliśmy w ramionach małe zawiniątko, a tu dziesiąty miesiąc? Niedługo świeczka? Jaaaa.... normalnie starzejemy się... ekhm... to znaczy dziecko nam sie starzeje, my absolutnie nie :P Rozgadał nam się Junior w tym miesiącu niesamowicie. Buzia mu się nie zamyka, choć w zasadzie prawie cały czas mówi po chińsku (poliglota czy co? ;P) z polskimi wtrąceniami w postaci "mama", "tata", "baba", "papa" i oczywiście "nieee" :) Ponadto nauczył się wstawać przy różnych w miarę stabilnych rzeczach, choć na razie trochę koślawo i chwiejnie mu to wychodzi, ale intensywnie nad tym pracuje :) I słodki jest niesamowicie :)

Ostatnio, gdy byliśmy na spacerze, próbowałam coś znaleźć w torbie przy wózku. Nooo pzyznam nie lada wyzwanie. Ok, jestem osobą, która ubóstwia dobrą organizację wszystkiego, porządek i "swoje" miejsce dla wszystkich rzeczy. Ale mam duuuużą wadę. Powiedziałabym, że ogromną wręcz - w żadnej torebce porządku utrzymać nie potrafię. I za każdym razem, gdy biorę się za sprzątanie, znajduję różne dziwne rzeczy. Teraz ze względu na Juniora zamiast standardowej damskiej torebki używam raczej torby z wózka, bo pakowniejsza jest, więc mój torebkowy bałagan przeniósł się tam. I tak, znalazłam w niej:
rzeczy standardowe i niezbędne, jak
- klucze do domu
- 4 pampersy,
- 3 śliniaki,
- butelkę z piciem do Juniora,
- herbatniczki,
- smoczek,
- zapasowe body na "w razie czego"
- małe zabawki dla umilenia czasu na spacerze,
- długopis,
- gumy do żucia,
- krem do rąk,
- grzebień

oraz rzeczy dość... powiedzmy nietypowe:
- mała paczka prażonego słoneczniku (nie lubię, więc Mężu musiał mi go tam podstępnie podrzucić)
- katalog z meblami kuchennymi,
- kilka zdjęć z naszego wesela (???),
- cukierka "Michałka",
- CD De Mono (której nawiasem mówiąc wszędzie szukałam),
- starą listę zakupów,
- oraz mój osobisty hit - klucz oczkowy rozmair 8 oraz śrubokręt płaski :)

Czekają mnie jeszcze porządki w mojej torebce. Ciekawe co tam znajdę :P

wtorek, 15 lipca 2014

Nowy członek rodziny ;)

Nie chwaliłam się jeszcze, ale 3 tygodnie temu nasza rodzina się powiększyła. Do naszego trzyosobowego stadka dołączyła jeszcze jedna ważna persona... ;) czworonożna. A w zasadzie czworołapna :) Na imię ma Poker - to nie my je wymyśliliśmy, a właściciel jego mamy, który wszystkie pieski nazwał na literę P, a nam to imię się spodobało i został Poker. Jakoś tak do niego pasuje :) Ma teraz 11 tygodni, rośnie dosłownie z dnia na dzień i jest boski :) Oboje z Mężem zawsze chcieliśmy mieć dużego psa i zawsze chcieliśmy, żeby Junior wychowywał się z psem, a teraz kiedy mamy ku temu warunki postanowiliśmy to marzenie spełnić. No i mamy psa :) Na razie jest bardzo posłuszny i chętnie się uczy. Dopóki jestem w domu na macierzyńskim chcę go nauczyć bezproblemowego funkcjonowania w naszej rodzinie i mam nadzieję, że mi się to uda. Junior pieskiem zachwycony, kiedy tylko otwiera oczka od razu rozgląda się za psem. Poker też wyraźnie obdarzył Juniora miłością ogromną, którą okazuje mu na każdym kroku, oczywiście na tyle, na ile mu pozwalamy. Póki ci jest super, niczego nie gryzie, przygoda z sikaniem zdarzyła się tylko 3-4 razy i od tygodnia jest spokój, więc chyba załapał o co chodzi. Kiedy mu się coś chce kręci się koło nas i piszczy, a kiedy wypuszczam go na zewnątrz pędzi co sił, żeby załatwić co trzeba. Oby mu tak zostało :)

ps. ciekawe ile osób pomyślało o ciąży :P

wtorek, 8 lipca 2014

Zew młodości

Znowu przepadłam. I znowu niechcący :)
Czas więc znowu nadrobić zaległości :)
Od wtorku do piątku w poprzednim tygodniu byliśmy z Juniorem sami w gniazdku z racji mężowego służbowego wyjazdu do stolycy. Pierwszy raz byliśmy tu sami w nocy i nie powiem, pierwszego wieczoru było dziwnie :) Trzy razy z rzędu zrobiłam obchód całego domu, sprawdziłam każde drzwi i każde okno, po czym zrobiłam obchód jeszcze raz :P Dziwnie mi było samej w wielkim łóżku, więc zaprosiłam do niego Juniora, któremu dwa razy nie trzeba było powtarzać i z zaproszenia ochoczo skorzystał :P Mały Miś przyzwyczajony do obecności taty w domu szukał go każdego dnia, rozglądał się i wypatrywał go ze smutną minką. Nasze sam na sam we dwoje trzeba było wykorzystać jak najowocniej i nadrobiliśmy zaległości w spotkaniach towarzyskich, Junior miał okazję ćwiczyć relacje z innymi dziećmi (zauważyliśmy, że ostatnio coraz bardziej ciągnie Go do innych dzieci, więc staramy się umożliwiać mu kontakty z nimi). Natłukliśmy kilometrów po okolicy, bo pogoda sprzyjała, więc trzeba było korzystać. A kiedy stęskniony Tata i Mężu wrócił w piątek do domu, Junior prawie wyskoczył mi z rąk, kiedy tylko go zobaczył.  Obaj nie mogli się sobą nacieszyć. Fajny widok, nie powiem :) A tymczasem od niedzieli u nas totalna sahara...żar się leje z nieba, nie ma czym oddychać, jednym słowem masakra. I kiblujemy w domu, bo tu chłodniej. Na spacerze byliśmy krótko i to z samego rana, a później tylko Junior moczył pupkę w baseniku w cieniu na tarasie. A ja obserwowałam Go z wywieszonym jęzorem i miałam ogromną ochotę wleźć tam do Niego. Gdyby tylko basenik był ciut większy... ;P od jutra podobno ma trochę odpuścić, więc mam nadzieję, że trochę odetchniemy. Ja nie wiem, czy w naszym kraju temperatura nie może być jakaś taka znośna? Jest albo 15 albo 35... nic po środku...
Ostatnio przeglądałam jeszcze kilka pudeł, które czekają na rozpakowanie (jakoś nie mam natchnienia, żeby się za to zabrać). Mam tam trochę staroci, które muszę przejrzeć i podzielić na kategorie "zostaje" albo "wyrzucić". W każdym razie ostatnio zajrzałam do jednego z nich i znalazłam płytę CD "Dawson's Creek - Soundtrack"... ach ileż wspomnień momentalnie się pojawiło... :) to był jeden z moich ulubionych seriali, kiedy miałam nacie lat :) Razem z moją kuzynką byłyśmy od niego uzależnione. Wyszukiwałyśmy w internecie wszystkiego - piosenek teledysków, zdjęć - wszystkiego związanego z serialem. A najbardziej wkręciłyśmy się w oglądanie odcinkó, które jeszcze nie leciały w PL. Znalazłyśmy jakąś amerykańską stronę i obejrzałyśmy w pewne wakacje cały serial z nowymi odcinkami włącznie, a na dwóch ostatnich ryczałyśmy jak bobry. Wiem, wiem, teraz to żadna rewelacja obejrzeć serial w necie, ale jakieś 10 lat temu popularne to to nie było. W każdym razie włączyłam sobie tą odnalezioną płytę i przesłuchałam ją (z Juniorem) trzy razy pod rząd. Super jest :) Muszę poszukać sobie serialu w necie... chętnie obejrzałabym go jeszcze raz. I nie tylko to, bo jeszcze np. "Życie na fali" (oryg. "The OC") albo "Pogodę na miłość" ("One tree hill"). Coś tam jeszcze było, ale nie pamiętam już tytułów.

Aha, zapomniałabym - osoby, które mają zablokowały blogi w czasie mojej nieobecności, a pozwolą mi dalej siebie czytać bardzo proszę o nowe zaproszenie, bo tamte juz mi wygasły i nie mogę ich potwierdzić... :(

czwartek, 26 czerwca 2014

Wbrew pozorom nie o pogodzie

Mówcie co chcecie, ale pogoda za oknem jest naprawdę pokopana. Pod koniej maja grzało niesamowicie (jak dla nas aż za bardzo), a teraz cały czerwiec jakiś taki dziwny jest. Niby słońce świeci, a jak już się wyjdzie na zewnątrz, temperatura szaleje - w słońcu za ciepło, w cieniu za zimno. Człowiek nie wie jak samego siebie ubrać, a co dopiero dziecko. Przy takiej pogodzie nigdy nie wiem czy jest mu ok. Póki nie marudzi i nie jest zmarznięty/spocony zakładam, że tak :)
No ale nie o pogodzie miało dziś być...
Któryś raz z kolei zaczynam ten temat, ale coś nie mogę napisać tego co chcę w taki sposób, żeby trzymało się kupy i żeby wiadomo było o co chodzi. Nie wiem czy i tym razem mi się uda, ale spróbuję.
Znacie taki typ człowieka - specjalista od wszystkiego, wszechwiedzący w każdej dziedzinie, zawsze mający odmienne zdanie od mówiącego, a jak ktoś ośmieli się mieć inne zdanie od niego, a co gorsza głośno je wyrazić (czy tylko ja tu widzę paradoks?), momentalnie trafia na jego czarną listę. I 'osobnik" się obraża. Potencjalnie na zawsze. Potencjalnie, bo nigdy nie wiadomo co mu do głowy strzeli. Mamy takiego "osobnika" w rodzinie (nie, nie chodzi o moją teściową :P), a na jego czarną listę co chwila trafia ktoś nowy i w ten sposób konkakt z nim utrzymuje coraz mniej osób, a i one bardziej z obowiązku niż z własnej woli. W tej chwili została ich naprawdę garstka. Generalnie jego zachowanie mi totalnie zwisa dopóki nie dotyczy nas, ale zauważyłam, że powoli i do nas zaczyna się przypinać, kiedy się spotykamy. A to, że Mężu jest taki czy siaki, że robi coś tak, a nie inaczej, a to, że ja coś robię, mówię, w ogóle żyję nie tak jak on to sobie wyobraża. Jeśli my mówimy, że coś jest białe, dla niego jest czarne, nie ważne czy ma rację, czy nie ma... dla zasady zdanie ma odwrotne. Sam krytykuje dosłownie wszystko, ale krytyki przyjąć nie potrafi. Co gorsza, nie potrafi powiedzieć tego wprost - po prostu się obraża, a tyłki obrabia nam za plecami, na szczęście do osoby, która uczciwie nam o tym mówi, żebyśmy wiedzieli jak jest. Póki co podchodzę do tego spokojnie, ale ja spokojna jestem do czasu. Jak mi ktoś zalezie za skórę, potrafię ukąsić i to boleśnie. Nie trawię tego typu ludzi. Ja naprawdę szanuję zdanie innych i uważam, że każdy ma do niego pełne prawo, ale nie cierpię tej obłudy, kiedy ktoś udaje przyjaciela, a naprawdę jest wredną żmiją. Na razie robię dobrą minę do złej gry, ale czuję, że niebawem wybuchnę. A wtedy towarzystwo "osobnika" znów się zmniejszy... Przykre to jest, ale cóż... czasem bywa i tak.

Nie wiem czy to, co napisałam trzyma się kupy i czy oddaje to, co chciałam, ale lepiej nie potrafię tego napisać :)