czwartek, 24 lipca 2014

Jak dobrze mieć sąsiada :)

Miałam napisać już w poniedziałek, ale jakoś tak się nie złożyło. "Pan i wladca" (tylko we własnym mniemaniu) z poprzedniego posta skutecznie popsuł mi humor i straciłam chwilowo wenę do pisania. Tak naprawdę nikt nie ma pojęcia o co mu chodzi, on sam chyba też nie, ale zrobił aferę w sumie z niczego stwierdzając na koniec, że on do nas przychodzić nie będzie. No i dobra, nie to nie, łaski bez, nikt nikogo na siłe nie będzie uszczęśliwiał. Niech tylko ma świadomość tego, że to działa w dwie strony. Wolę to niż udawane uprzejmości. No ale co nas nie zabije, to nas wzmocni, czy jakoś tak :) a ja przecież nie o tym chciałam.
O sąsiadach naszych dziś będzie. Takich najbliższych w sumie mamy troje - w sensie, że trzy rodziny :) Teraz będzie w miarę szczegółowo, ale w przyszłości na potrzeby postów dla ułatwienia będę ich nazywać stronami. Zaraz zrozumiecie co mam na myśli.
Więc tak... Sąsiedzi z prawej to małżeństwo z dwójką dzieci - Agnieszka i Piotrek są w naszym wieku, mają 5-letniego synka i prawie rocznego. Wprowadzili się miesiąc po nas. Ona farmaceutka, on przedstawiciel handlowy. Zapowiadają się całkiem fajnie i mam nadzieję, że tak będzie nadal :)Sąsiedzi z lewej to małżeństwo, około 60-letni ludzie, Pani Basia i Pan Jurek. Po przejściu na emeryturę sprzedali mieszkanie w centrum Wielkiego Miasta i wybudowali domek na naszych Przedmieściach. Pani Basia pracowała w banku, Pan Jurek to były policjant. Mieszkają tu już od ubiegłej jesieni i w sumie ich znamy znajdłużej, bo poznaliśmy się, gdy kupowaliśmy działkę 3 lata temu, oni wtedy już budowali, a kiedy my zaczęliśmy mieli oko na wszystko, kiedy nas nie było. Baaaaardzo sympatyczni ludzie, polubiliśmy się od pierwszego spotkania, a Junior jest ich ulubieńcem :) Chyba z wzajemnością :)
Sąsiedzi z naprzeciwka to małżeństwo ciut od nas starsze, Gosia i Maciek, mają dwie córki 13-letnią i 2-miesięczną. Wprowadzili się mniej więcej wtedy co my, może kilka dni wcześniej. Na początku wydawali się trochę dzicy i nieśmiali, ale ostatecznie już się rozkręcili :) Ona nauczycielka klas 1-3, on okulista. Także sąsiedzkie grono mamy dość różnorodne :) Tam, gdzie mieszkaliśmy wcześniej, czyli w mieszkaniu, w którym żyłam od 5 roku życia sąsiedzi byli raczej w podobnym wieku. Kiedy się tam wprowadzaliśmy były to rodziny z dziećmi na zasadzie rodzice okolo 30-40 lat i dzieci mniej więcej w moim wieku lub ciut starsze. Dziś prawie wszystkie z tych dzieci mieszkają osobno i zostali sami rodzice w wieku 50+ i 60+. Tak więc rówieśników nie mieliśmy tam praktycznie wcale, ale i tak dobrze się dogadywaliśmy z tymi, którzy zostali. W sumie znam ich wszystkich już ćwierć wieku :)
Z naszymi obecnymi sąsiadami długo się umawialiśmy, bo ciągle komuś nie pasował termin, aż w końcu się udało i w ubiegłą sobotę urządziliśmy składkowego sąsiedzkiego grilla. Tym razem organizowali Sąsiedzi z lewej, bo stwierdzili, że skoro mieszkają tu najdłużej, to oni zaczynają :) Pani Basia okazała się być nie tylko przesympatyczną kobietą, która z młodszym pokoleniem potrafi znaleźć wspólny język zawsze i wszędzie (nie tylko z nami rodzicami, ale i z dziećmi), ale też świetną kucharką. A jej ciasta są po prostu cudowne. My jesteśmy następni w kolejce i aż się boję, bo dorównać Pani Basi nie mam najmniejszych szans :) posiedzieliśmy u nich do 23, dzieci się wyszalały za wszystkie czasy, nawet Junior dotrzymywał im kroku, choć on o tej porze już zawsze smacznie śpi :) Za to jak później padł, tak wstał dopiero o 8 rano :) Fajnie było, naprawdę. Trafili nam się fajni ludzie w bezpośrednim sąsiedztwie. Dziwnych przypadków oczywiście też nie zabrakło, ale o tym innym razem.

A tymczasem Junior nam się rozgadał. Buzia mu się nie zamyka i mówi aż 6 zrozumiałych słów i co najśmieszniejsze prawidłowo ich używa :)
Mówi mama, tata, baba, dada, papa i nie :) No i kilka razy zdarzyło mu się am kiedy był głodny, ale nie wiem czy to było zamierzone, czy to był czysty przypadek :)

26 komentarzy:

  1. To dobrze że sąsiedzi są ok

    OdpowiedzUsuń
  2. ja tez sie ciesze, bo zastanawialam sie jak to bedzie z nowymi ludzmi zanim sie przeprowadzilismy

    OdpowiedzUsuń
  3. mieszkasz w bloku?

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, że udało się Wam z sąsiadami. To bardzo ważne. Miło mieć kogoś przyjaznego, kto w razie czego zerknie na dom, kiedy Was nie ma ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokladnie. Na to liczylam i miejmy nadzieje, ze tak bedzie

      Usuń
  5. Dobrzy sąsiedzi to skarb... my niestety aż takiego szczęścia nie mamy, także korzystajcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Moja kuzynka ma takich diablow za plotem ze szkoda gadac. Nasi na razie zapowiadaja sie w porzadku i oby tak pozostalo

      Usuń
  6. My mieszkamy na swoim zaledwie 1,5 miesiąca, więc z sąsiadami jeszcze się nie zaprzyjaźniliśmy, ale wszyscy są tu mili uprzejmi, także złych słów o żadnym nie mogę powiedzieć ;) (nawet jak słucham głośno muzyki :-) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam sie udalo troche ich poznac zanim sie wprowadzilismy, wiec znamy sie juz troszke i jest ok :)

      Usuń
  7. My zaczelismy od kłótni z sąsiadami kilka miesięcy po wprowadzeniu sie. Po kilku miesiącach jesteśmy juz na "ty". Jak widac kłótnie nie zawsze dzielą ;-) hebamme.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. u nas tez takie rodzinne wiezi na ulicy, imprezy, imieniny, podkoziolki, na kazda pore roku impreza :D Wszyscy dla Mikolaja to ciocie i wujki co mi niekoniecznie odpowiada ale nie bede sie spierac, niech im bedzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i fajnie tak :) mam nadzieje, ze i u nas tak bedzie

      Usuń
  9. Dobrzy sąsiedzi to też część tego, że lepiej się mieszka, nie ma co się oszukiwać:) Wokoło mnie są same starsze osoby (dziadki, babcie) - i nie, nie mam nic do ludzi starszych, ale oni są po prostu zrzędliwi i nic im nie pasuje. Jedna sąsiadka z piętra wyżej ubzdurała sobie, że trujemy ją gazem, przynosimy szczury pod drzwi. Opowiada, że już sobie zabezpieczyła drzwi, że już do niej nie wejdziemy... i że zepsuliśmy jej telefon, no magiczne moce słuchaj:) Także nie mieszka się zbyt dobrze...
    Ciesz się zatem i oby tak dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a moim zdaniem to zalezy na kogo sie trafi. Na naszej ulicy sa dwa takie przypadki - jeden na wszystkich donosi o byle co, a drugi probowal sklocic sasiadow ze soba wymyslajac niestworzone historie, ale mu sie nie udalo.
      Ale faktem jest, ze niektore starsze osoby potrafia skutecznie zatruc innym zycie

      Usuń
  10. Ale Wam się dobrze trafiło :)
    No i sąsiedzki grill, wow! To się w ogóle zdarza?! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdarza sie :) znajomi mieszkaja na takiej ulicy, gdzie sa jeszcze wieksze wiezi. Gdy ktos np. bierze u nich slub, sasiedzi wspolnie robia brame, a pozniej wieczorem urzadzaja impreze, ktora przypomina drugie wesele :)

      Usuń
    2. Boże, u moich rodziców to nigdy, NIGDY! nic takiego nie miało miejsca...wręcz kablowanie, dzwonienie na policję w czasie imprez itp :P

      Usuń
    3. takiech przypadkow, o ktorych piszesz jest chyba jednak wiecej niz tych pozytywnych, niestety

      Usuń
  11. Miło mieć takich sąsiadów :)
    U nas w bloku towarzystwo różnorodne ale ogólnie miłe tylko grila nie ma jak zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ano milo.
    Oj tam, sposob zawsze sie znajdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. ja gdziekolwiek nie mieszkałam to sąsiadów miałam do bani ;) nie tyle może co problemowi, ale tacy po prostu... dziwni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo takich jest chyba wiecej niz tych normalnych

      Usuń
  14. dobrzy sąsiedzi to skarb! u nas niby ok, ale szału nie ma :)
    też w sumie zabieram się za post o sąsiadach :)
    pierdzioch w brzusio dla juniora od ciotkii mysy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ok tez moze byc, najwazniejsze, zeby kotow nie drzec.
      Junior uwielbia pierdziochy w brzusio, wiec baaaardzo dziekuje cioci mysy :)

      Usuń